Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

W sprawie robotów i życzeń na rok 2010

poniedziałek, 11 stycznia 2010 10:37

Telewizja zapytała mnie czy się nie boję, że w przyszłości grozi nam inwazja robotów? Powiedziałem, że się nie boję, bo o takiej możliwości mówi się od tak dawna, że zdążyłem się przygotować. Już w latach pięćdziesiątych „masy robotnicze" śpiewały pieśń „Hej junacy, hej chłopcy, dziewczęta, to roboty, to roboty". Czy jakoś tak. Poza tym taka inwazja nam nie grozi, tylko już jest faktem. Wpisałem do wyszukiwarki internetowej słowo „roboty" i okazało się, że wokół nas jest ich pełno. Roboty ziemne i wodne, kuchenne, roboty na wysokościach (to zdaje się jakieś określenie religijne), roboty wykończeniowe (podejrzewam, że chodzi o jakieś działania przestępcze), czy wreszcie - co świadczy o zaniku resztek moralności we współczesnym świecie - roboty publiczne. A bać się nie ma czego. Należy tylko jak najszybciej wprowadzić obowiązek płacenia składek do ZUS-u przez wszystkie roboty i uzbiera się na nasze wysokie emerytury w czasach niżu demograficznego. Jeśli roboty poradzą sobie ze swoimi problemami. Bo populacji robotów też zagraża niż, a nawet wyginięcie. Bo roboty mają dzieci, ale są to same dziewczynki. Robótki. Oj, dobrze, wystarczy tych głupot.


Przy drodze z Warszawy do Gdańska, koło Mławy, jest tablica reklamująca salon fryzjerski dla zwierząt. A na niej napis: „Strzyżenie psów bez usypiania". Trzeba uważać na to, co się pisze. Czasem niezręczne sformułowanie, brak znaku przestankowego, mogą wywołać niepokój czytającego. Parę dni temu, po włączeniu komputera, na jednym z portali internetowych, zobaczyłem napis: „Beata Kempa przesłuchiwana przez komisję hazardową na żywo". Oczywiście po chwili domyśliłem się, że chodzi o medialną relację „na żywo" z tego wydarzenia, ale w pierwszym odruchu ogarnęło mnie przerażenie, że ktoś jednak brał pod uwagę jakiś drastyczniejszy sposób przesłuchiwania posłanki.


Pewnie chcieliby się Państwo ode mnie dowiedzieć, jaki to będzie rok? Szklanej kuli nie mam, ale znalazłem karty. Wyszła mi dama pik obok dziewiątki trefl i waleta karo. Tylko, że kompletnie nie mam pojęcia, co to może znaczyć. Postanowiłem poszukać informacji w innym miejscu. Zajrzałem do gazet. „Wyborcza" z 2 stycznia, dużymi literami napisała na pierwszej stronie: „PODATKI W GÓRĘ", a „Fakt" z tego samego dnia, jeszcze większymi: „PODATKI NIE WZROSNĄ". I teraz proszę sobie samodzielnie wyciągnąć wnioski. Na szczęście „Fakt" przy informacji o podatkach dodał, że „Edyta Górniak pokazała pupę", a „Liszowska została sama w sylwestra". Też nie wiem, co nam to może wróżyć na ten rok, ale przynajmniej jest nadzieja, że będziemy od czasu do czasu zajmować się innymi sprawami niż podatki. Że będziemy mogli normalnie, po ludzku, zgodnie z naszą wieloletnią tradycją, pogadać o pewnej części Maryni. Nie o komisjach, konwentach, wyborach, kandydatach. Albo przynajmniej nie wyłącznie o nich. Obyśmy w tym roku równie często rozmawiali  o Maryni, jak to pisał mistrz Młynarski: „traktowanej równie wąsko, jak szeroko". Bez względu na to, jak ta Marynia ma na imię. I wszystkim Państwu szczerze życzę, żeby jak najdłużej takie rozmowy dało się prowadzić na żywo.   


komentarze (17) | dodaj komentarz

O klimacie, o krawacie i o Sylwestrze

środa, 30 grudnia 2009 10:08

Mam zamiar namówić Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej do patronowania konkursowi literackiemu, który będzie miał na celu dopasowanie starych piosenek do zmieniających się warunków klimatycznych. Konkurs oczywiście organizuje powołane przeze mnie kilka lat temu „SPIPIDiDAT", czyli Studium Przeróbek Istniejących Piosenek i Dostosowywania Ich Do Aktualnych Trendów. Na ten pomysł wpadłem w czasie świąt, kiedy radio po raz setny nadawało „Czerwone Gitary" śpiewające o tym, że „Niebo Ziemi, Niebu Ziemia, wszyscy wszystkim ślą życzenia". Przypomnę, że ten przebój, napisany kilkadziesiąt lat temu, zaczynał się od słów: „Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy..." Moim zdaniem, w związku z zimami, jakie ostatnio miewamy, należałoby przesunąć ten utwór na inną część roku. Oczywiście z drobną przeróbką: „Jest taki dzień, bardzo ciepły choć lipcowy/ Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszystkie spory/ Jest taki dzień, w którym radość gra na skrzypcach/ Jest taki dzień - to dwudziesty drugi lipca". Oczywiście ktoś zarzuci mi zaraz chęć promowania dnia ogłoszenia „Manifestu PKWN". Ale ten ktoś się myli. To ma być piosenka na przypadające w tym dniu Święto Rewolucji Gambii i zarazem upamiętniająca nagranie przez Adama Michnika korupcyjnej propozycji złożonej mu przez Lwa Rywina w dniu 22 lipca 2002 roku.


Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem w ekskluzywnych sklepach w Warszawie, Częstochowie i Szczecinie policja zarekwirowała 17 tysięcy rzekomo podrabianych hiszpańskich krawatów. Ciekawe, że ta akcja miała miejsce na chwilę przed Gwiazdką, ciekawe czy ktoś sprawdził jak w Sylwestra ubrane były załogi radiowozów w tych trzech miastach? I czy to przypadek, że ostatnio zauważono grupki policjantek kręcących się wokół sklepów z markową bielizną? Że też na takie akty agresji ze strony władz nie reagują organizacje patriotyczne. Przecież to nieważne, że krawat fałszywy. Ważne, żeby go sprzedawał i nosił Prawdziwy Polak. Zresztą można się było spodziewać natychmiastowej reakcji podziemia handlowego. Podobno na kilka dni przed Sylwestrem, na dworcach kolejowych zauważono obnośnych handlarzy, którzy zamiast słynnego „Piwo jasne", wykrzykiwali „Krawaty prawie hiszpańskie" i „Poproś mamę niech ci kupi krawacik hiszpański, takie same mają Putin i Roman Polański".


W radiu usłyszałem konkurs, w którym trzeba było odpowiedzieć na pytanie „Gdzie Polacy spędziliby Sylwestra, gdyby nie musieli się liczyć z kosztami?" Została przeprowadzona taka ankieta i słuchacze mieli za zadanie odgadnąć, który kraj jest na którym miejscu w rankingu sylwestrowych marzeń Polaków. Przywołuję z pamięci, więc mogę przekręcić wyniki, ale było to mniej więcej tak: pierwsze miejsce: Brazylia - 42%, drugie miejsce: Karaiby - 28%, trzecie - Egipt - 17%, czwarte: Tunezja - 13%. W każdym razie można było z tej zabawy wyciągnąć wniosek, że gdybyśmy mieli pieniądze, to nikt by w kraju nie spędzał Sylwestra. Niestety pan prezenter zadał panu prezentującemu wyniki ankiety nieostrożne pytanie, czy wielu obcokrajowców chciałoby przyjechać do Polski na uroczyste witanie Nowego Roku? Nie chciałoby. Trzeba natychmiast coś robić, bo jak nie daj Boże zaczniemy wreszcie dobrze zarabiać, to za kilka lat Sylwestra będą spędzać w Polsce tylko niektórzy policjanci, strażacy, wojsko, lekarze na pogotowiu i w szpitalach, palacze centralnego ogrzewania, bo muszą, oraz Edyta Górniak, Maryla Rodowicz, Doda, Budka Suflera, Piasek, Maleńczuk i Urszula, bo się przyzwyczaili. Trzeba zachęcać obcokrajowców do witania Nowego Roku właśnie u nas. Wykorzystywać każdą możliwość do promocji Polski. Na początek tej akcji wymyśliłem hasło: „Polska! Przyjedź i sprawdź na własnej skórze, jak pierwszego stycznia mógł się czuć Fryderyk Chopin!"


                No to jeszcze życzenia, które mogą być zarazem dyktandem:

Niech się złodziej nie odważy

Zbliżać do Waszych garaży,

Niech się Państwu przydarzy,

Co się Państwu zamarzy,

Uśmiechu na twarzy,

Intratnych angaży,

Wysokich gaży i apanaży,

I niech będzie pełno w dzieży

Proszę starszych i młodzieży,

Niechże Państwu dobrze idzie

Bez kłopotów i bez bied...

Życzą: Kościół, Rząd, Prezydent,

NATO, Rosja, ONZ

I Artur Andrus.   


komentarze (32) | dodaj komentarz

Narada

poniedziałek, 21 grudnia 2009 12:20

Śledzia nie będzie, bo słowo „śledź" Jurkowi kojarzy się z pracą. A święta mają być chwilą wytchnienia i oderwania od codziennych obowiązków. Również dla funkcjonariusza.

- To może okoń? Albo karaś? - zaproponowałem nieśmiało.

Okonia oprotestowała Marta - żona lekarza, którego tak nazwali koledzy ze szpitala, kiedy zrezygnował z ginekologii i zrobił specjalizację z okulistyki. Karasia zablokował Edek:

- Przecież to się od razu samo nasuwa: karaś dwóch lat pozbawienia wolności - skrzywił się wymownie i otarł pot z czoła, zdejmując z głowy czapkę Służby Więziennej - Ale może być flądra - Edek czuł się w obowiązku zaproponowania czegoś w zamian.

- O, wypraszam sobie - ostro zareagowała ciocia Basia. Ostatnio jest przewrażliwiona na swoim punkcie. Wpływ na jej stan emocjonalny miały wydarzenia w hurtowni budowlanej i na wycieczce do ciepłego kraju. W Egipcie, ciocię Basię, która troszkę się zamyśliła, przewodnik zostawił na noc w grobowcu faraona, głupio tłumacząc na drugi dzień, że nie zauważył. A podczas wybierania płytek do łazienki, ze względu na obfitość makijażu i brak obfitości kształtów ciała, któryś z klientów wziął ciocię za ekstrawagancki model płyty kartonowo - gipsowej i bezczelnie szukał na niej kodu kreskowego.

- To może po prostu karp? - dorzuciłem szybko, licząc, że karp już nikomu z jego pracą kojarzył się nie będzie. I wtedy wszyscy spojrzeliśmy na Pawła. Paweł pracuje w sklepie rybnym. Gdybyśmy od niego zaczęli, nie tracilibyśmy czasu na bezsensowną dyskusję. Ryby w Wigilię nie będzie. Ciocia Basia wykluczyła jeszcze grzyby i piernik, Karol, który ostatnio zatrudnia się w sądach jako świadek koronny, poprosił, żeby nie było kapusty.


W pierwszy dzień świąt będzie jak zwykle kolejna odsłona gry towarzyskiej „Poznajemy dziadka Władka". Zasada jest prosta - z albumu rodzinnego wybiera się dwa zdjęcia z różnych lat, i ci, którzy po raz pierwszy spędzają z nami święta (nowe narzeczone, żony, nowi narzeczeni, mężowie) mają wskazać dziesięć szczegółów różniących te dwa obrazki. Na ten rok wybraliśmy z bratem fotografię sprzed lat kilkudziesięciu, na której dziadek trzyma w ręku transparent z napisem: „Socjalizm- tak, wypaczenia - nie!" oraz fragment reklamy prasowej, zamieszczonej w lokalnej gazecie w roku 1991. Na tym obrazku dziadek, już jako prezes spółki stolarskiej „WładDrew", stoi z transparentem: „Parkiet - tak, wypuczenia - nie!"

- Przy okazji chciałabym poruszyć sprawę prezentów - odezwała się mama. - Żeby były skromne, ale trwałe i niezłośliwe. Moje słowa kieruję szczególnie do Arka, który w ubiegłym roku dziadkowi Henrykowi podarował „pamięć USB". Po pierwsze - to nic nie pomoże, bo dziadek i tak notorycznie zapomina, gdzie ją ma, po drugie - po roku używania wytarła się część napisu, podczas zajęć Uniwersytetu Trzeciego Wieku ktoś zauważył, że dziadek nosi jakiś przedmiot z napisem „Pamięć SB" i doniósł do IPN-u. Pamięć zarekwirowano, po jakimś czasie wprawdzie oddano, ale o jej zawartości poinformowano władze uniwersytetu i dziadka wyrzucono z pracowni komputerowej z komentarzem „Wstydziłby się pan, panie Henryku, to to są te ćwiczenia rehabilitacyjne, których szukał pan w Internecie?"


Oprawą muzyczną, czyli kolędami, zajmuje się syn Marty i Janusza (to ten okulista „Okoń"). Mateusz (ksywa Mateo KP 14,1) jest didżejem w „Światowidzie" - klubie dla młodzieży oazowej, kleryków, sióstr w nowicjacie i ministrantów. W ubiegłym roku znalazł bardzo oryginalne wersje kolęd w wykonaniu „The Habiters" - zespołu założonego przez braci zakonu klauzurowego. Jako dodatek zamieszczono na tej płycie kilka przeróbek piosenek „The Beatles". Moją ulubioną jest „Silentium, yeah, yeah, yeah".


komentarze (12) | dodaj komentarz

piątek, 19 marca 2010

Licznik odwiedzin: 1732870

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 05.03.2010 18:49:48
  • autor: JaM
  • treść: Uwielbiam Pana ogląd...