Motto: „Czy to jabłko? Czy to gruszka?
Nie, to cioci Basi nóżka!”
Rację miała moja licealna matematyczka. Humaniście też się przyda umiejętność liczenia. Wszyscy mówią o „pierwszej aferze czwartej Rzeczypospolitej”. Łatwo sobie wyobrazić, że już niedługo na studiach historycznych trzeba będzie udowodnić, że „suma kwadratów kosztów trzeciej afery drugiej Rzeczypospolitej i czwartej afery pierwszej Rzeczypospolitej jest równa kwadratowi dwóch trzecich kosztów drugiej afery trzeciej Rzeczypospolitej”
Ludzie potrzebują symboli. W obozie obrońców Doliny Rospudy są już: krzyże, znicze i kosy (przyniesione przez zwolenników budowy obwodnicy) oraz Andrzej Gwiazda (sam przyszedł). W dobie narastających konfliktów, ktoś, kto otworzy firmę kompleksowo obsługującą różne protesty, zarobi duże pieniądze.
„Zakład Usług Symbolicznych” (ZUS) proponuje profesjonalną organizację wszelkiego rodzaju manifestacji i zgromadzeń. Oferujemy:
- zestaw standardowy (flagi, świece, transparenty, sprzęt nagłaśniający, pieśni protestacyjne również w systemie karaoke),- zestawy specjalne (kosy, mundury historyczne, trumny ze sklejki, chór, aktor recytujący wiersze w stroju księdza różnych wyznań – może być też ksiądz prawdziwy, ale mniejszy wybór wyznań - konie parskające hasła protestacyjne, prezentacje na wysokościach – do sześciu metrów, bo wyżej koń się boi),- możliwa równoczesna obsługa dwóch stron konfliktu (rabaty),- chleb i sól gratis.
A tam, gdzie symboli nie ma, ludzie i tak się doszukają. Kilka miesięcy temu prowadziłem pewien koncert. W finale pierwszej części zauważyłem, że urwał mi się guzik od marynarki. Publiczność też zauważyła, że ja zauważyłem. No trudno, zdarza się. Nie takie rzeczy urywają się ludziom na scenie. W czasie przerwy cały teatr aż huczał, że tym symbolicznym oberwaniem strasznie przyłożyłem pewnemu słynnemu politykowi, którego kilka dni wcześniej pokazano w telewizji bez guzika przy marynarce.
I teraz to ja sobie mogę mówić, że ten wierszyk, który umieściłem na wstępie jako motto, to taka głupota, że to żadna aluzja. I tak mi nikt nie uwierzy. Może po prostu poniżej zamieszczę jeszcze jeden:
„Czy jest Cerro Las Minas[1],
Hen w dalekim Hondurasie
Dwa tysiące razy wyższy
Niż ma ciocia Basia w pasie?”
Prawidłowe odpowiedzi należy wybrać spośród możliwych:
A/ tak
B/ nie
C/ nie
D/ tak
i razem z podpisaną godłem odpowiedzią na pytanie: „komu tym wierszem przyłożył?”, wrzucić w zalakowanej kopercie do skrzynki pocztowej najbliższego biura poselskiego. Do wygrania takie bańki do stawiania i zestaw dwóch ołowianych żołnierzy, z których jeden stoi, a drugi leży.
Zastanawiam się nad weryfikacją mojego dyplomu ukończenia studiów. Wniosę o przyznanie mi tytułu „magister niekompetencji”. Ostatnio coraz częściej wypowiadam się na tematy, na których w najmniejszym stopniu się nie znam. Przy okazji występu reprezentacji Polski w mistrzostwach świata w piłce ręcznej, pani dziennikarka poprosiła mnie o komentarz.
- Ale ja proszę pani, nie mam zielonego pojęcia o sporcie – wyznałem szczerze.- A w czasie mundialu wypowiadał się pan na temat piłki nożnej.Miała rację. Jak się powiedziało „a”, trzeba wymienić kilka następnych liter alfabetu.
- Dobrze, proszę pytać.- Ja bym chciała, żeby pan skomentował mecz. Tylko mam taką prośbę. Ten mecz jest dopiero dziś wieczorem, a ja to muszę mieć nagrane już teraz, bo potem wyjeżdżam, a musimy to nadać jutro rano. Jakby mógł pan mi nagrać dwie wersje – jedną gdybyśmy wygrali, drugą jak przegramy.
Zaskoczyła mnie. Ale nie na tyle, żebym nie odpowiedział. Oczywiście wierszem:
Wersja optymistyczna:
„W związku z tą wygraną, oczywiście
Należy się szacunek polskiemu szczypiorniście"
Wersja pesymistyczna:
„Mimo tej porażki, oczywiścieNależy się szacunek polskiemu szczypiorniście”To wina dziennikarzy. Jak można zadawać takie pytania? A jak już zadają, to wiadomo, że trzeba odpowiedzieć. Widziałem kiedyś relację z konferencji prasowej Sophii Loren podczas jej pierwszej wizyty w Polsce. Oto fragment odtworzony z pamięci:
Pani dziennikarka:
- Jak się pani podoba Warszawa?Sophia Loren:
- Warszawa to piękne miasto. Kiedy wrócę do domu, opowiem moim synom, że żyją tu wspaniali ludzie.Biorąc pod uwagę fakt, że konferencja odbywała się na lotnisku, kilka minut po opuszczeniu samolotu, wnoszę, że gwiazda zachwyciła się urodą naszego pasa startowego oraz serdecznością celników, strażników granicznych i obsługi portu lotniczego na Okęciu.
Jednym z najtrudniejszych pytań, jakie człowiek może sam sobie postawić, jest to słynne: „Kim ja jestem?” Ja już wiem. Odpowiedź znalazłem kilka dni temu w skrzynce mailowej. Ktoś mi podesłał kopię strony z encyklopedii internetowej, na której umieszczono biografię Artura Andrusa. Na górze jest moje zdjęcie z mikrofonem w ręku (zatem zapewne z jakiegoś występu, gdybym trzymał nóż – byłoby trudniej ustalić okoliczności sfotografowania – noża używam do jedzenia, otwierania bagażnika w samochodzie oraz w czasie wizyt w urzędzie skarbowym albo ZUSie). Poniżej notatka. Nie byłoby w niej nic dziwnego, gdyby nie wirtualne zamieszanie. Otóż do treści mojej notki biograficznej, wkradły się, wskutek jakiegoś błędu technicznego, zupełnie przypadkowe słowa z jakiejś innej strony. A dokładniej są to fragmenty reklam. W efekcie wygląda to tak (zachowuję oryginalną pisownię):
„Artur Andrus (ur.27 grudnia 1971 w Lesku) – polski dziennikarz, reklama, poeta, kuferki na biżuterię, autor tekstów piosenek, przeprowadzki, artysta kabaretowy i konferansjer. Redaktor programu „Powtórka z rozrywki”, meble, gospodarz spotkań w warszawskiej „Piwnicy pod Harendą” oraz w łódzkiej „Przechowalni”, meble kute konferansjer imprez kabaretowych, bombki choinkowe promotor wielu młodych kabaretów felgi”.
I niech ktoś powie, że internet nie jest dowcipny. Przynajmniej bywa. Zwłaszcza kiedy ktoś mu te kabelki poprzecina i coś mu się pomiesza.
14 lutego. Serduszka z piernika. Serduszka z czekolady. Poduszka w serduszka. Serduszka w serduszka. Postanowiłem napisać:
„WIERSZ, W KTÓRYM AUTOR APELUJE O ZMIANĘ LOGO”
Przy okazji tego święta,
Szanowna Publiczności,
Chciałbym się chwilkę zastanowić
Nad symbolem miłości.
Bo czemu niby jest nim serce
Proszę Szanownych Pań i Panów?
Człowiek ma w sobie znacznie więcej
Równie ciekawych organów.
„Czego oczy nie widzą, tego nie żal krtani”,
„Trzustka nie sługa, nie wie co to pany”,
„Z młodej piersi się wyrwały,
W bluzie moro i w onucach,
I za wojskiem poleciały
Zakochane czyjeś płuca”
„Kto na ławce wyciął nerkę
I podpisał głupiej Elce?
Kto? No powiedz kto?”
Nie wolno nam się ograniczać!
Przecież natura nam dała
Tak atrakcyjny zestaw narządów
I różnych części ciała!
„Jedynie biodro matki
Uczuciem zawsze tchnie,
Jedynie biodro matki
O wszystkim dobrze wie”
Ludzkości! Wyrwij się ze schematów!
Bo czemu ci się nie podoba
Żołądek przebity strzałą?
I czuła, gorąca wątroba?
Niechajby grupki szlachetnej młodzieży,
W styczniową niedzielę, od świtu do nocy
Nosiły na kurtkach czerwone gardła
Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Ale jeżeli już to serce
Musi być miłości logo,
To przecież różne jego części
Tym symbolem być mogą:
- Kocham Cię moja miła,
Kocham Cię, o Wiesławo.
Na razie tak nieśmiało,
Tylko komorą prawą.
- A ja po złym uczuciu,
Które łączyło mnie z Bronkiem,
Pokochać Ciebie mogę
Tylko lewym przedsionkiem”
Przy okazji tego święta
Jeszcze dorzucić sobie pozwolę,
Że całe szczęście, że to mózg
Nie jest miłości symbolem.
Bo, żeby nie wiem co wymyślać
I tak wychodzi ostatecznie,
Że „Serce, to najpiękniejsze słowo świata…”
Pozdrawiam Państwa. Serdecznie.piątek, 19 marca 2010
Licznik odwiedzin: 1732868
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)